sobota, 27 czerwca 2015

Kocia Gwarancja

Kolejna reklama, która dowodzi, że reklamodawcy nie mają najlepszego zdania o intelekcie odbiorców. Otóż producent karmy dla kotów, którą z pewnością kupowałby twój kot, ma teraz nową promocję. Reklamowe hasło głosi "Gwarancja Smaku albo Zwrot Pieniędzy". A zatem, jeśli po zjedzeniu, twój kot przyjdzie i powie ci, że nie jest niezadowolony ze smaku karmy, możesz ubiegać się o zwrot pieniędzy za saszetkę karmy. 

Pokusiłem się o sprawdzenie, kiedy tak na prawdę przysługuje zwrot kosztów. Otóż wtedy, gdy po zaserwowaniu kotu karmy, nie zamruczy on z radości...

piątek, 15 maja 2015

Turystyczna Fabryka

Kilka dni temu wróciłem z Majorki. Piękna wyspa, wspaniałe, piaszczyste plaże, ładne słońce i wietrzyk, więc nie czuć skwaru - wymarzone miejsce na odpoczynek. A przynajmniej byłoby takie, gdyby nie podejście miejscowych. Otóż wszyscy na Majorce robią pieniądze i starają się sprzedać cokolwiek za jak największą cenę. Nie - nie nagabują na ulicach jak w Egipcie - w końcu to w większości Hiszpanie, którzy wolą siedzieć pod klimatyzacją i czekać na klientów. Ale sztuczność tego miejsca czuć na każdym kroku i jeśli ktoś chciałby od wakacji czegoś więcej niż tylko pogody i krajobrazów, niech wybierze inny kierunek.

Przede wszystkim samo zakwaterowanie. Byłem w hotelu Beverly Playa, który na zdjęciach biura podróży Grecos wygląda o wiele korzystniej niż jest w rzeczywistości. Na zdjęciach pokoje wyglądają ładnie, ale na miejscu okazuje się, że są to obskurne pokoiki rodem raczej z czasów PRL-u niż kojarzące się z Europejskim Kurortem. Sam hotel, mimo że informacja głosi o "częściowym odnowieniu obiektu" także nie wygląda jak chciałoby się spodziewać. Łuszcząca się farba i odpadające tynki to norma - zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. W pokojach wszystkie meble są wyszczerbione i spod okleiny wygląda na turystę goła płyta wiórowa. Szafa z pękniętym lustrem, w oknie cerata (żeby ocienić pokój) przysłonięta jest zasłonką, a posadzki pokryte są odpowiednio - w pokojach starą, poplamioną już dziesięć lat temu wykładziną a w łazience linoleum. Klimatyzacja centralna przez dwa pierwsze dni grzała zamiast chłodzić, a w pokojach nie ma lodówek ani minibaru. Obok bogatego, odnowionego hallu głównego z wyłożoną kamieniem recepcją czają się wypłowiałe, zleżałe kanapy dla gości. Cztery windy (z których trzy działały, a i tak z naklejek wynikało, że przekroczono termin przeglądu) obsługują dziesięć pięter i grubo ponad 400 pokoi, co sprawia, że przed windami tłoczą się turyści, tworzą się kolejki i wjechanie, na przykład na 6 piętro, zajmuje dużo więcej czasu niż powinno, a zjeżdżając na dół zatrzymujemy się na każdym piętrze, chociaż winda jest pełna. Z opisywanych na stronie grecos.pl atrakcji wyłączyć należy jeszcze: późne śniadanie (nie istnieje, ale można jeść resztki ze śniadania czy obiadu, przenoszone do baru pomiędzy posiłkami), jacuzzi (nie działa) oraz bar (istnieje bar nad basenem, ale w ofercie mowa jest o jeszcze jednym barze, który przez cały wyjazd jednak był zamknięty). 

Rozbieżności zwróciliśmy oczywiście rezydentce, ale ta odpowiedziała, że "taki jest standard". Na to, że standard nie zgadza się z ofertą na stronie biura podróży (przypominam - grecos.pl) mogła tylko wzruszyć ramionami - komentarza brak.

Zastanawiając się później uznałem, że sam hotel turystów może robić w konia, bo przecież przyjadą następni. To nie jest miejsce, które walczy o stałego gościa, ale raczej stara się wyrobić normę i zwiększać przerób. Nie ma kiedy zrobić remontów, bo turyści sami wciskają im kasę, żeby przyjechać i zamieszkać. Biuro podróży natomiast może bardzo ucierpieć na takim traktowaniu swoich klientów, bo przynajmniej ja (a z tego co wiem także część grupy) będę próbował ominąć je z daleka tak długo, jak długo będzie to możliwe. Nie lubię, gdy ktoś bierze ode mnie niemałe pieniądze i wciska mi kit, a później nie umie się ustosunkować do zgłoszonych niezgodności z ofertą i umową.

Nad umieszczeniem tego biura podróży na stronie Nieuczciwe Firmy jeszcze się zastanawiam.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Kara za udział w wydarzeniu

Jest taki bardzo dobry, Polski film pod tytułem "Symetria". Jeśli ktoś nie oglądał, to bardzo polecam i służę linkiem do pełnej wersji na youtube.

Uwaga Spoiler

Film opowiada o chłopaku, który niesłusznie skazany idzie do więzienia, gdzie poznaje więzienne zwyczaje, moralność i prawa rządzące tym małym światem. Uczy się podejmować świadome wybory, oraz tego, jaka jest różnica między "prawem" a "sprawiedliwością". Najważniejszym morałem jest jednak ten, że w końcu będąc w więzieniu popełnia "sprawiedliwe przestępstwo", co uzasadnia jego odsiadkę. Skłania to do myślenia - skoro i tak siedzi, to teraz przynajmniej wie za co.

Koniec Spoilera

A teraz mogę przejdźmy do meritum. Koleżanka ma syna, który trenuje sztuki walki. Upomniała go, że jeśli kogoś pobije poza turniejem, to koniec z treningami, więc Młody się pilnuje. Niedawno jednak, jeden z kolegów go opluł, a Młody na niego krzyknął (nie pobił, nie dotknął). Widziała to nauczycielka, zostali wezwani do dyrekcji, odebrano im po 20 punktów z zachowania i wezwano rodziców, a także ustalono, że obaj potrzebują porady psychologa, a najlepiej by było, gdyby udali się na leczenie...

Okazało się, że ukarano ich, bo "brali udział w opluciu ucznia". Nie ważne, że jeden pluł a drugi był opluty - udział brali obaj.

Zarówno mnie, jak i koleżankę naszła refleksja, żeby pozwolić młodemu się bić. W ten sposób, przynajmniej uzasadni się te wszystkie wizyty rodziców i u psychologa. Tylko dzieciaków szkoda.

środa, 8 kwietnia 2015

Wolność

Żyjemy w Wolnym Kraju. Przynajmniej z nazwy i przynajmniej w teorii, bo praktyka zdaje się mówić co innego. Najniższa krajowa, jest pensją, która otrzymuje spora część społeczeństwa, ale ogólnie wiadomo, że nie pozwala ona na godziwą egzystencję. Rząd robi w zasadzie co chce i nikt nie ma wpływu na to, co się stanie w ważnych, państwowych sprawach, ponieważ wszystkie opcje chcą mniej więcej tego samego (na papierze) i podejmują mniej więcej takie same działania (ale inne od papierowych obietnic). Działanie Publicznej Służby Zdrowia, obowiązkowo ściągającej pieniądze od wszystkich pracujących, jest dalekie od ideału. Urzędników jest za dużo, a załatwianie czegokolwiek w urzędzie i tak nie idzie sprawnie. Duże firmy każdego mogą zrobić w jajo i nie ma nikogo, komu można by to było zgłosić. Składki emerytalne, które przez lata pożerały (i nadal pożerają) ogromną część dochodów zostały (i nadal zostają) roztrwonione, a wysokość emerytury to żart. Od otrzymanej emerytury nadal płaci się podatki. Są równi i równiejsi, w każdej dziedzinie życia.

Co zaś robią wszyscy naokoło? Narzekają! A zapytani dlaczego to robią, odpowiadają, że dlatego, że do tego mają prawo. Pół biedy, gdy mówią to ze zgorzknieniem. Wtedy ma to wydźwięk "już tylko do tego mamy prawo". Inaczej rzecz ma się z "młodymi gniewnymi" w internecie, którzy krytykują wszystko i wszystkich, zasłaniając się wolnością słowa. To właśnie ta "wolność" jest tak drażniąca. Zachłyśnięci "wolnością" wolą krytykować niż zrobić coś samemu. Korzystając z "wolności" wolą niszczyć coś, co ktokolwiek próbuje stworzyć.

Pusty śmiech ogarnia, kiedy patrzy się na to, co ktoś uważa za korzystanie z "wolności" w świetle faktycznej sytuacji. "Wolność" z nazwy wiele wspólnego z prawdziwą Wolnością nie ma. Warto to sobie w końcu uzmysłowić.